Blog Staroluterański i Wysokokościelny


Rozważanie na 3. Niedzielę przed końcem Roku Kościelnego
Listopad 10, 2012, 6:11 pm
Filed under: Przemyślenia

Oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia. (2 Kor 6,2b)

Ogromny telewizor, załóżmy 60 cali w ramach promocji w jednym ze sklepów sprzedawany jest za 299 złotych. Łatwo wyobrazić sobie reakcję ludzi na taką wiadomość. Choćby się miało i 10 telewizorów, to takiej okazji nie można zmarnować. Ludzie biegną jak dzikie zwierzęta w tłumie, wiedzą, że liczba telewizorów jest ograniczona, a posiadanie takiego sprzętu stanie się wyznacznikiem ich awansu społecznego.

W Niedzielę w setkach tysięcy – a może i milionach miejsc na świecie zwiastowana jest Dobra Nowina – o tym, że istnieje ratunek dla grzeszników, że można uniknąć śmierci wiecznej, rozdzielana jest Eucharystia – w której Chrystus daje swoje ciało i krew, oczyszcza nas i leczy. Dzieją się niebywałe rzeczy. Ale czy tak niebywałe jak promocja telewizora? Owszem jest to pytanie na granicy absurdu. Ale zastanówmy się jakie miejsce w naszej hierarchii znajduje kwestia życia wiecznego.

Oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia – są to słowa, które są hasłem 3. Niedzieli przed końcem Roku Kościelnego i całego rozpoczynającego się tygodnia. TERAZ. Czy rusza nas to TERAZ? Jest taka marka soków owocowych, która odkąd pamiętam w promocji ma 50% gratis. Być może na zbawienie patrzymy trochę jak na tę markę soków. Zbawienie nie zając nie ucieknie. Do spowiedzi pójdę w Adwencie, póki co nie muszę. Pomodlę się ale nie dzisiaj. Dzisiaj już nie mam na to głowy. I tak każdego dnia, w każdą niedzielę.

Od prawie 2000 lat Ewangelia zmienia świat. Bóg dał naprawdę wiele czasu aby Dobra Nowina trafiła do naszych serc, by nas poruszyła i przemieniła. Ile jeszcze czasu zostało, tego nie wiemy. Łaska i zbawienie to nie są rozdawane przez Boga ulotki, które każdy dostanie i będzie git. Nie. Nie wszyscy zechną z tej łaski skorzystać. W praktyce nie każdy zostanie zbawiony. I tu Bóg robi się taki zły i niedobry, że niektórzy pragną Go podrasować i zrobić z Niego wesołego rozpieszczającego Swoje dzieciaczki Tatusia, który nikogo do piekła nie pośle. Bóg mówi o zbawieniu i potępieniu. Mówi o drodze wąskiej i szerokiej. Wie, że jesteśmy słabi, że jesteśmy niczym, a o własnych siłach to jesteśmy sobie tylko w stanie zrobić krzywdę. Dlatego przemawia do nas słowami apostoła: teraz jest czas łaski, teraz jest czas zbawienia. I nie powinno nas interesować czy czas łaski i zbawienia będzie także jutro, w przyszły czwartek o poranku itd. On jest teraz. I teraz jest właściwy czas, właściwy moment na naszą decyzję. Jestem Twój, zbaw mnie.

Reklamy


Ewangelik z wyboru, pastor z powołania
Listopad 7, 2012, 8:12 am
Filed under: Przemyślenia

Jako rdzennego Mazowszanina od wielu lat fascynuje mnie historia ewangelicyzmu na Mazowszu. Czytając ostatnio książkę poświęconą historii zborów luterańskich na Mazowszu Północno-Wschodnim (Łomżyńskim) natrafiłem na wyjątkowo ciekawą postać pastora zboru w Łomży ks. Kacpra Mikulskiego

Ks. Kacper Mikulski urodził się 1.01.1840 we wsi Porąbka Uszewska w Galicji, obecnie w województwie małopolskiem. W 1859 wstąpił do zakonu bernardynów w Kalwarii Zebrzydowskiej, ukończył gimnazjum w Tarnowie a następnie zrobił studia teologiczne we Lwowie. W roku 1867 przyjął święcenia kapłańskie, i przybrał imię zakonne Kazimierz. Popadł jednak w konflikt z włądzami kościelnymi poprzez ukrywanie skazanego na pokutę ks. Szczurowskiego. Z tego powodu zarówno biskup Przemyski jak i Tarnowski nie chcieli już go mieć na swoim terenie.

Te problemy przyspieszyły decyzję ks. Mikulskiego o konwersji, która dokonała się w polskim zborze staroluterskim w Czarnolesie 11.05.1875 roku. Wkrótce przyjął także obywatelstwo rosyjskie dzięki czemu mógł pozostać w Królestwie Polskim – tzw. Kongresówce. Zamieszkał na terenie parafii w Wiskitkach – leżącej ok. 50 kilometrów na zachód od Warszawy. Przez 4 lata prowadził schronisko ewangelickie, tłumaczył materiały z niemieckiego na polski, wydał ponad 100 broszurek w celach misyjnych, przeciwstawiał się także germanizacji dzieci ewangelickich. Wydał tłumaczenia „Pójdź do Jezusa” – 100 000 egzemplarzy!, „Objaśnienia katechizmu dr. Marcina Lutra”, założył także i przez 30 lat prowadził wydawnictwo „Przyjaciel Domu. Kalendarz dla Ewangelików”.

Czując jednak powołanie pragnął powrócić do służby w Kościele jako ksiądz. Rozpoczął więc studia teologii ewangelickiej w Dorpacie – obecnie w Estonii. Według jednych źródeł skończył je w rok, według drugich w dwa lata, tak więc tempo było rekordowe! Brak jest informacji o ordynowaniu ks. Mikulskiego, prawdopodobnie więc po prostu uznane zostały jego święcenia kapłańskie i tak w roku 1881 został wikariuszem (z tytułem diakona) Parafii w Warszawie. W tym samym roku został administratorem zboru w Sobiesękach w Wielkopolsce.

W roku 1884 objął Parafię Łomżyńską, z którą związał się na pół wieku. Była to parafia bardzo rozległa obejmująca całą Gubernię Łomżyńską. Wyremontował Kościół, zbudował plebanię, cały czas sporo publikował. Gdy nasiliła się germanizacja Mazurów w Prusach zaczął nielegalnie dostarczać im literaturę religijną w języku polskim. Był związany z lewicą niepodległościową – PPS, także jego dzieci związały się z tą partią. Na swojej plebanii urządził magazyn nielegalnej literatury patriotycznej, a także drukarnię, która nakierowana była głównie na potrzeby Mazurów. Swoją opieką duszpasterską obejmował przybywających gościnnie na stronę mazowiecką Mazurów i pobudzał ich do wiary i polskości. Publikował w polskich gazetach ewangelickich w Prusach, zaangażował się także w plebiscyt na rzecz przyznania Polsce zamieszkanych przez potomków mazowieckich osadników – Mazurów części Prus Wschodnich. Swoją służbę jako duchownego traktował jako służbę Bogu i ludziom. Zaangażował się w działalność edukacyjną, ruch abstynencki, a także w duszpasterstwo więzienne. W 1899 poznał późniejszego marszałka Józefa Piłsudskiego. Tego samego roku przyjął Józefa Piłsudskiego do Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego a następnie udzielił ślubu jemu i Marii Juszkiewicz. Ślub odbył się w Kościele w Paproci Dużej.

Gdy wybuchła I Wojna Światowa postanowiono odesłać ks. Mikulskiego na emeryturę, jednak głównym powodem tego nie był zaawansowany wiek, była to kara za jego działalność patriotyczną. Zamieszkał na zachodzie Mazowsza – w Płocku. Do Łomży powrócił w 1918 roku, urzędował tam wtedy niemiecki pastor ks. Buechler. Po odzyskaniu niepodległości ks. Mikulski powrócił na urząd pastora zboru Łomżyńskiego. Dopiero w 1930 w wieku 90 lat przeszedł na emeryturę. Został uhonorowany Złotym Krzyżem Zasługi. Żoną ks. Mikulskiego była Maria z Kotszych, pochodząca z Tarnowa. Mieli 5 dzieci, w tym Zofię po mężu Gundlach – później pastorową w Płocku, Kaspra Adama – działacza socjalistycznego, który wyjechał do USA i tam został pastorem i Tytusa – współpracownika Józefa Piłsudskiego. Następcą ks. Mikulskiego na urzędzie pastora w Łomży został syn mazowieckiej ziemi – ks. Z. Kuźwa.

Historia ks. Kacpra Mikulskiego jest historią człowieka, który Kościół Ewangelicki wybrał świadomie i w pełni temu Kościołowi się oddał. Nie mam na tyle dobrych źródeł aby stwierdzić, czy jego postać ze względu na pochodzenie nie wywoływała kontrowersji. Ale pewnie znalazł się ktoś dla którego, ks. Kacper jako były rzymski katolik, mógł uchodzić za szpiega, gorszego ewangelika, farbowanego lisa. Już Kościół Starożytny na samym początku musiał uporać się ze zgrzytami między judeochrześcijanami tradycji palestyńskiej, greckiej (helleniści) i poganochrześcijanami. Czy można dzielić ludzi na lepszych i gorszych ze względu na pochodzenie? A może lepiej docenić tę różnorodność, i potraktować jako widzialny znak działania Ewangelii. Bo przecież jeśli poważnie myślimy o Kościele, to wiemy, że musi mieć on misję i wewnętrzną i zewnętrzną. A efektem misji zewnętrznej jest chociażby to, że pojawiają się ludzie ochrzczeni w innych Kościołach, a czasem nigdy nie ochrzczeni.

Obecnie na Mazowszu funkcjonują Parafie w Warszawie (2 Parafie), w Płocku, Kutnie, Tomaszowie Mazowieckim, Rawie Mazowieckiej i Żyrardowie. Poza tym garstka ewangelików z północnych i wschodnich krańców Mazowsza znajduje się pod opieką duszpasterską Parafii Mazurskich i Podlaskich (Białystok, Węgrów). Spora część mazowieckich ewangelików to konwertyci. W niektórych parafiach stanowią zdecydowaną większość zborowników. Do właściwego działania Kościoła potrzebne jest nie dzielenie na tych z dziada pradziada i konwertytów. Ale wzajemne uzupełnianie się, ze świadomością, że to co jest najistotniejsze to to, że jesteśmy chrześcijanami, ewangelikami wyznania augsburskiego. Jak wielką stratą dla Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego byłaby odmowa przyjęcia ks. Kacpra Mikulskiego do Kościoła? A jak wielką stratą nie przyjęcie go do służby duchownego w Kościele? Ks. Kacper Mikulski pracował głównie z osiadłymi na ziemi Łomżyńskiej Mazurami – będącymi ewangelikami z dziada pradziada. Oddał wiele lat swego życia w gorliwej służbie dla tego ludu. A poprzez swoją postawę myślę, że pozostawił wspaniały przykład do naśladowania. Przykład nie tylko dla konwertytów, ale dla każdego ewangelika – bo przecież niezależnie od naszych wyznaniowych korzeni mamy przeżywać wiarę świadomie. A jeśli wyznajemy wiarę świadomie to powinno to przekładać się na działanie, działanie którego u ks. Kacpra Mikulskiego nie brakowało.

A już na sam koniec takie moje przemyślenie. Jeśli największym przykazaniem jest miłość Boga i bliźniego, to wypełnieniem tego przykazania powinna być służba dla Boga i ludzi – co było właśnie dewizą ks. Kacpra Mikulskiego.



Niedziela w sieci godzin
Sierpień 8, 2012, 8:53 am
Filed under: Przemyślenia

Kiedy przygotowujemy się do ważnych świąt – Bożego Narodzenia, Wielkanocy to zawsze towarzyszy nam odpowiednie wyprzedzenie czasowe. Wielkie sieci już z długim wyprzedzeniem „troszczą się” o nasz świąteczny klimat.

Dla nas jako dla chrześcijan najważniejszym świętem jest Niedziela. Czasami aż trudno w to uwierzyć. Niedziela jest w każdym tygodniu, co może być w niej tak wyjątkowego? Oczywiście Niedziela jest dniem-pamiątką zmartwychwstania Jezusa. Jednakże nawet regularne uczestnictwo na niedzielnym nabożeństwie nie sprawia, że nagle Dzień Pański staje się dla nas zupełnie inny, przepojony świąteczną i wspaniałą atmosferą.

Centrum niedzieli powinno być nabożeństwo, zwane w tradycji zachodnio-chrześcijańskiej – także luterańskiej w niektórych Kościołach Mszą. Jest to spotkanie z żywym Bogiem w Słowie i w Sakramencie Komunii. Pełnowartościowe nabożeństwo jest tylko wtedy gdy mamy te oba składniki. Jednakże nie na tym chciałbym się skupić.

Jak przygotować się do nabożeństwa?

Kaznodzieja przygotowujący kazanie rozpoczyna ten proces czasem nawet równo tydzień przed. Ale człowiek zajęty pracą, szkołą, domowymi obowiązkami nie może sobie pozwolić na rozmyślanie o nowej niedzieli z tygodniowym wyprzedzeniem, zwłaszcza jeśli niedzielne kazanie wyzwoliło w nim jakieś impulsy.

Co polecam? Liturgię godzin. Tylko tak, ktoś powie: liturgia… . Znów jakiś nowy wymysł, znów coś kopiują od rzymskich katolików, tak więc z góry generalnie jestem na nie. Z drugiej przeciwnej strony może być czysto liturgiczne zainteresowanie tą formą. Sam kiedyś patrzyłem na Liturgię Godzin jako taką zapomnianą formę liturgicznej modlitwy, którą z samego faktu, że jest stara warto się zainteresować. Ale później doszedł głęboki element duchowy. Liturgia Godzin pozwala rozszerzyć przeżywanie niedzielnego nabożeństwa na cały tydzień.

Jak więc przygotować się do niedzielnego nabożeństwa?

Najlepiej zakończyć sobotnie prace przed zmierzchem. Od tego momentu powinien się zacząć szczególny czas dla Pana Boga. Między godziną 17 a 19 możemy pomodlić się nieszporami. Bierzemy wtedy Psalm najbliższej Niedzieli, wyznaczone czytanie – także powiązane z najbliższą Niedzielą i wchodzimy w błogosławiony stan modlitwy. Po zakończeniu nieszporów do zmierzchu możemy w różny sposób zagospodarować swój czas. Może to być czas na lekturę budującej literatury, może na rachunek sumienia, na lekturę Pisma Świętego. Dzień kończymy kompletą – zawierającą akt pokuty, który powinien przygotować nas do niedzielnej spowiedzi. W komplecie używamy psalmu niedzieli – można go znaleźć chociażby na stronach zawierających introity. Jako czytania możemy użyć proponowanego przez ŚE fragmentu Jr 14,9, albo tak jak to jest w rzymskokatolickim Brewiarzu 5 Mż 6,4-7. Następuje noc, czas święty – bo po tej nocy każdy promień słońca staje się zwiastunem wieści o zmartwychwstaniu.

Mamy niedzielny poranek. Warto rozpocząć go od jutrzni, używamy ciągle psalmu niedzielnego, jako czytań możemy użyć albo Ewangelię Niedzieli, albo tekst kazalny, albo wszystkie 3 teksty liturgiczne – wszystko to znajdziemy na stronach z introitami w naszym Śpiewniku Ewangelickim.

Po tym pora iść na nabożeństwo. Jeśli jest to czasowo możliwe można zmówić o godzinie 12 modlitwę południową jako podziękowanie Bogu za łaskawość i dobroć. Pozostały do wieczora czas najlepiej poświęcić odpoczynkowi, nie zapominając o tym, że jest to Dzień Pański. A wieczorem podziękować Bogu za ten czas w nieszporach, a dzień zakończyć kompletą albo z fragmentem Jr 14,9 albo Obj 22,4.5. c.d.n. …



Adwent ucieka…
Grudzień 15, 2011, 10:50 am
Filed under: Przemyślenia

To już druga połowa Adwentu. Szczególnego czasu, kiedy rozpoczynając nowy rok kościelny, zastanawiamy się nad stanem własnej duszy i nad tym jak jesteśmy przygotowani na powtórne przyjście Boga. Być może część z nas uważa, że ten Adwent został zmarnowany, że jest już tak późno, że już nic nie da się zmienić, naprawić. Być może brakuje twórczego impulsu, który by z jednej strony pokazał, że jeszcze jest czas, a z drugiej jak ten czas wykorzystać.

W tworzonym przeze mnie Ewangelickim Brewiarzu, dni od 17-ego do 24-ego Grudnia są dniami szczególnymi. W niemieckim Brewiarzu jest to tzw. Hoher Advent – Wysoki Adwent. Jest to więc końcowa część przygotowania do Bożego Narodzenia, a w perspektywie wiecznej do powtórnego przyjścia Pana Jezusa. W ten szczególny czas chciejmy godnie przygotować się na przyjście Jezusa. W tym celu polecam codzienną lekturę Pisma Świętego według ustalonego porządku. Ten porządek wkrótce zostanie zamieszczony.

Także i na moim blogu codziennie – o godzinie 7:00 i 17:00 będą pojawiać się fragmenty Pisma Świętego z krótkim, parozdaniowym rozważaniem.

Nie zmarnujmy tego Adwentu!
wiele łask Bożych życzy
Jakub Retmaniak



Strój a tożsamość
Styczeń 31, 2011, 6:46 pm
Filed under: Przemyślenia

Temat strojów liturgicznych w luteranizmie nie jest tematem kluczowym. Jest on jednak zewnętrznym dość widzialnym znakiem. Rozumiem, że czarna toga jest dość rozpoznawalnym znakiem związanym z ewangelicyzmem środkowoeuropejskim. W szczególny sposób z kulturą niemiecką, co też było powodem „mody” na komżę (kojarzonej z polskością) po Drugiej Wojnie Światowej. Od czasu zakończenia II WŚ minęło wiele lat, wiele też zmieniło się w światowym luteranizmie – zarówno na lepsze jak i na gorsze. Za lepsze można uznać przebudzenie liturgiczne, za gorsze chociażby wprowadzenie ordynacji kobiet. W Polsce Kościół raczej unika wybierania jakiejś drogi dla siebie, wydawać by się mogło jakby wybrał bezczynność jako najbardziej optymalną drogę. Ciężko bowiem pogodzić ze sobą wielość nurtów w Polskim luteranizmie. Luteranizmie składającym się z rodzimych ewangelików z dziada-pradziada (głównie na Śląsku), z potomków kolonizatorów niemieckich jak i tych którzy sami bądź ich przodkowie w ciągu ostatnich lat do Kościoła wstąpili. Luteranizmie który mieści zarówno ewangelikalny neopietyzm, tradycyjny pietyzm, ortodoksję, liberałów, unijnych protestantów, wysokokościelnych, czy też ewangelików „wielkopiątkowych”. Luteranizmie w którym jedni by chcieli Episkopatu, inni tolerują biskupów pod warunkiem, że są „wprowadzani”, a jeszcze inni zamienili by ich w seniorów. Luteranizmie, którego de facto jedynym łączącym symbolem pozostaje Róża Lutra, niestety przy zaniedbaniu innych symbolami chrześcijańskimi (możemy oczywiście spotkać w Kościołach IHS, Chi-Ro, ale bardziej wyrafinowane symbole właściwie nie występują).

Jakie jest zadanie stroju liturgicznego? Po pierwsze powinien wskazywać z kim mamy do czynienia. Po drugie powinien być schludny i tak uszyty by zasłaniał większą część „świeckiego” ubioru. Po trzecie może wprowadzać w nastrój liturgii, ale nie może być w jej centrum.

W tych trzech kryteriach pragnę porównać wszystkie trzy używane w polskim luteranizmie stroje liturgiczne.

AD1 Toga jest symbolem ludzi uczonych. Ma więc podkreślać uczoność duchownego ewangelickiego. Powiedzmy jednak szczerze – czy naprawdę mamy tak uczonych duchownych? Owszem mamy doktorów i profesorów, ale tak przeciętnie to nie prezentujemy nic nadzwyczajnego. Większość Kościołów oczekuje od swoich duchownych magistra teologii. Czy więc magisterium z teologii to szczyt uczoności? Wątpię. Poza tym duchowny ewangelicki nie jest uczonym na etacie parafialnym ale Sługą Słowa Bożego. Kolejną sprawą jest rozpoznawalność. W praktyce zdarza się, że student pierwszego roku teologii bywa ubrany tak samo jak ksiądz proboszcz. Kolejna sprawa dlaczego student i praktykant mogą być ubrani tak samo jak ksiądz, a diakon już nie? Przecież diakon jest wykształcony, jest ordynowany na swój urząd. Czyżby diakon był jakimś odrzutkiem wytworzonym w procesie „produkcji” księdza? Przecież to obraza dla diakonatu! Niektórzy powiedzą, że ksiądz różni się od praktykanta koloratką. Niestety nie wszyscy księża ją noszą. Tak więc toga z befkami w żaden sposób nie pokazuje nam z kim mamy do czynienia.

Toga z komżą jest tradycyjnym cieszyńskim strojem. Ponieważ noszą ją tylko prezbiterzy i biskupi jesteśmy w stanie odróżnić czy mamy do czynienia z księdzem czy nie. Dostępu do komży nie mają diakoni i praktykanci. Praktykanci jednak używają takich samych tóg co księża, natomiast diakoni a właściwie diakonki innych. I znów pojawia się pytanie czy diakon jest odrzutkiem? Poza tym jeśli biała komża symbolizuje czystość zwiastowanego słowa, to czy zasada ta nie obejmuje diakonów i praktykantów? Jest to niekonsekwencja. W dodatku praktyka, że jedynie ordynowani prezbiterzy i biskupi noszą komżę jest niezgodna z tradycją liturgiczną kościoła.

Alba ze stułą jest strojem używanym w światowym luteranizmie. Alba związana jest z Chrztem – biel jest kolorem chrztu, czystości a także radości. Jeśli więc chrztu – to i powszechnego kapłaństwa, którego rolę tak bardzo luteranizm akcentuje. Alby może używać konfirmant, organista, kościelny, niosący krzyż, służba liturgiczna, student teologii, magister teologii, diakon, prezbiter i biskup. A więc każdy ochrzczony wykonujący liturgiczną funkcję. Stuła związana jest z urzędem duchownego. Diakon nosi stułę przewieszoną na lewym ramieniu i spiętą na prawym boku. Pokazuje to, że służba diakońska nie jest w pełni służbą duchownego. Diakon pełni funkcję pomocniczą w stosunku do Sług Słowa Bożego – księży i biskupów, a przede wszystkim Kościoła i zboru. Księża i biskupi zakładają stułę przewieszoną przez oba ramiona. Symbolizuje to pełnię służby duchownej, polegającej na zwiastowaniu Słowa i udzielaniu Sakramentów. Tak jak ordynowani duchowni pełnią powierzoną przez kościół funkcję w oparciu o kapłaństwo powszechne, tak i stuła jest na albie. Można więc powiedzieć, że alba ze stułą są teologicznie najbardziej luterańskie.

AD2 Tutaj wszystkie 3 stroje mogą być właściwe lub nie. Szczególnie jednak w przypadku komży śląskiej należy pamiętać o odpowiednich jej rozmiarach, aby z komży nie stała się „śliniakiem”.

AD3 Czy toga może wprowadzać w nastrój liturgii? Swoją powagą może podkreślać powagę liturgii. Jako strój uczonych podkreślać mądrość kazania. Ale ponieważ jest to strój bardziej urzędowy niż liturgiczny, to ciężko uznać jakie ma odniesienie odnośnie np. chrztu, spowiedzi czy eucharystii.

Biała komża podkreśla radosny charakter nabożeństwa. Owszem można się doczepić czemu tylko prezbiter i biskup są zwiastunami owej radości. Jest ona bezsprzecznie strojem liturgicznym, nadaje więc nastroju celebracji chrztu czy eucharystii.

Alba ze stułą z jednej strony podkreśla radość niedzielnej celebracji pamiątki zmartwychwstania, z drugiej strony poprzez kolor stuły – czy np. cingulum dla nieordynowanych, wprowadza nas w dany okres liturgiczny. Trzeba jednak uważać, aby strój ten nie przyniósł szkody. Stuła może stać się nośnikiem mody. Powinna ona jednak pozostać prostym – najlepiej jednolitym kolorystycznie symbolem wprowadzającym zbór w okres liturgiczny, a nie prowokacją zafundowaną nam przez pastora. Zdarzają się bowiem stuły zdobione niczym komiks czy billboard, a przecież nie taka ma być rola stroju liturgicznego.

Podsumowując wydaje się, że alba ze stułą najlepiej spełniają swą liturgiczną funkcję i wpisuje się w luterańskie rozumienie urzędu. Należy jednak uszanować różnorodność liturgiczną kształtującą się przez wieki. Niestety jednak o ile „wysokokościelni” liturdzy są w stanie założyć na siebie zarówno togę jak i togę z komżą, to w drugą stronę zwykle to nie działa. W oczach wielu alba ze stułą jest nieewangelicka, wręcz rzymskokatolicka i szkodliwa dla luterańskiej tożsamości. Kończąc pozostawiam pytanie – co jest bardziej nieewangelickie i szkodliwe dla naszej tożsamości?

A: Alba ze stułą

B: Rezygnacja z luterańskiej formy absolucji, z coniedzielnej eucharystii i odwrót od prawdy Słowa Bożego

Dla niektórych bowiem walka z wszystkim co „katolickie” jest sednem ewangelicyzmu. A jednak jego sednem jest co innego – wierność Ewangelii. A w tej materii jako światowy luteranizm nie raz musimy się wstydzić obserwując wypaczenia naszych sióstr i braci w Szwecji, w USA czy w Niemczech…



Moda na Kalwinizm
Styczeń 22, 2011, 4:26 pm
Filed under: Przemyślenia

Złoty okres wyznania reformowanego skończył się już dosyć dawno, właściwie z kontrreformacją. Spadkobierca owej tradycji – Kościół Ewangelicko-Reformowany może dziś poszczycić się liczącą ok. 1500 wiernych Jednotą, ośmioma parafiami i 6 czynnymi duchownymi. Jednota posiada swe zbory w województwach : Mazowieckiem, Łódzkiem, Dolnośląskiem i w Wielkopolskiem. Tak więc w co czwartym województwie. Patrząc na to wydawać by się mogło, że kalwinizm już totalnie wyszedł z „mody”. Jednakże tradycja reformowana nie jest reprezentowana jedynie przez Kościół Ewangelicko-Reformowany. Ostatnimi czasy powstało kilka nowych Jednot, z których ostatnia zowie się Chrześcijańską Wspólnotą Ewangelicko-Reformowanego Wyznania (ChWERW).

Poza tym mamy jeszcze Prezbiteriański Kościół Dobrego Pasterza (KDP) i Konfederację Ewangelicznych Kościołów Reformowanych (KERK).

Co różni KER od tychże Kościołów? KER w odróżnieniu od nich teologicznie jest liberalny. Ostatnią informacją dzięki której o KER zrobiło się „głośno” była ordynacja Wiery Jelinek na pastorkę tegoż Kościoła. Obranie liberalnego kursu w teologii nie jest jednak powiązane jedynie z przypadkiem ordynowania kobiety na pastora. Jeśli przyjrzymy się historii KER i poglądom jego zwierzchników to już z samej lektury wikipedii zauważymy, że ks. Karol Diehl i ks. Fryderyk Teichmann byli zwolennikami racjonalizmu, a ks. Władysław Semadeni i ks. Stefan Skierski teologii liberalnej. Kościół Ewangelicko-Reformowany jest dumny ze swojej historii, ze swego dorobku, tym niemniej jego teologiczne wybory są dla niego bagażem, który ciężko zrzucić i którego raczej zrzucać nie chce.

Ewangelicyzm reformowany w odróżnieniu od augsburskiego, jest dużo bardziej szeroki i różnorodny. Tym niemniej jednak osoba zafascynowana reformacją szwajcarską – Zwinglim, Kalwinem, może mieć problemy by odnaleźć „starokalwińską” srogość w KER.

Stąd też rozumiem, że w sporej mierze zainteresowanie Kalwinem będzie się realizowało poza Kościołem E-R. KER może organizować „promocje” postaci Jana Kalwina, ale będzie to raczej wydarzenie dla intelektualistów, a nie dla większej grupy. Większe grupy bowiem raczej wywodzą się z chrześcijaństwa wolno-ewangelicznego.

Taką genezę ma chociażby KERK, natomiast KDP należy do Aliansu Ewangelicznego. Ciężko mówić póki co o genezie ChWERW bo stronę mają w budowie, ale zakładam, że raczej też wywodzą się z nurtu ewangelicznego.

Zapewne są ludzie których kalwinizm w wersji ortodoksyjnej pociąga. Predestynacja, rozprawienie się z obrazami w kościele, skromne i stonowane życie. W goniącym, wypranym z moralności świecie zapewne dla wielu taka wersja kalwinizmu jest bezpiecznym schronieniem. Nie zdziwię się więc, gdy wkrótce usłyszę o powstaniu nowego kościoła reformowanego. Może nie zgadzam się z doktryną nowo powstających kościołów reformowanych, to jestem pod wrażeniem ich misyjności – także na polu internetowym – tu wielki ukłon dla KERK. Mimo swego krytycyzmu dla kalwinizmu uważam, że zapewne jest to coś sto razy lepszego niż negujący chrzest niemowląt ewangelikalizm.

Jednak w tym wszystkim musimy się odnaleźć także i my – „tradycyjni” ewangelicy. Zarówno luteranie jak i reformowani jak i metodyści. Zwłaszcza gdy Synod luterański oznajmia, że nie ma teologicznych przeszkód do ordynacji kobiet, kościół reformowany ją prawnie dopuścił, a metodyści wkrótce taką ordynację będą mieli. Kościołów Reformowanych jest już pod dostatkiem. Metodystycznych są co najmniej 3. Luterański jest jeden. Póki co. Obyśmy jednak w straszeniu „konserwatywnym sekciarstwem” z Synodu Missouri nie obudzili się z biskupką lesbijką i fundamentalistycznym synodem Wisconsin przejmującym zbory na Cieszyńskim. Lepiej się zorientować, że liberalizm to zła droga, za nim będzie za późno…